Było wczesne letnie popołudnie. Słońce prażyło niemiłosiernie a jedynie cień przydrożnych drzew dawał wędrowcom nikłe schronienie przed jego zabójczymi promieniami. Wszyscy którzy mieli zdrowy rozsądek zaprzestali na tę porę podróży i siedzieli teraz po obu stronach traktu odpoczywając i pojąc wodą z bukłaków siebie i konie. Jednak był ktoś na tyle odważny…bądź głupi, zależy z której strony na to patrzeć…na tyle by nie dość, że jechać w taką pogodę, to jeszcze w takim pośpiechu jakby go horda Chaosu zjeść miała zaraz żywcem. Spod kaptura ciemnozielonego płaszcza nie było widać twarzy, a jedynie ognistorude włosy wylewały się spod niego kaskadami. Gdyby ktoś uważnie się przyjrzał, mógłby dostrzec iż zapinka płaszcza kształt miała dwóch strzał przecinających się, symbol elfickiej gwardii z Lothlorien, leśnego królestwa. Dłonie postaci osnute były czarnymi rękawiczkami jeździeckimi, zaś przedramiona opinały karwasze ozdobione ćwiekami. Ubioru dopełniały spodnie o ton od płaszcza ciemniejsze i skórzane zapinane paskami buty do pół łydki. O bok jeźdźca obijał się miecz, którego wąskie, długie ostrze i rękojeść zdobiona symbolem kruka, wskazywały iż również ten element ekwipunku wykonany był przez elfy, podobnie jak znajdujący się na plecach łuk. Na nim również powtarzał się motyw ptaka. Gdy w dali zamajaczył kształt budynku, postać lekko spięła konia i zwierzę z galopu przeszło w lekki stęp. Budynek ów okazał się przydrożną tawerną jakich pełno na traktach Starego Świata. Brudnożółte litery, który zapewne kiedyś miały imitować złoto, układały się na szyldzie w napis „Kulawy Ork”. Jeździec zatrzymał swego wierzchowca i osunął z twarzy kaptur. Oczom stajennego ukazała się twarz kobiety. Jej spiczaste uszy nie pozostawiały wątpliwości iż jest ona elfką czystej krwi. Jej łagodną, pociągła twarz okalały sięgające do ramion, falujące rude włosy. Przenikliwe oczy zielone niczym szmaragdy badały uważnie otoczenie. Wreszcie odnalazła to czego szukała, karego konia, którego popręg również nosił znak Lothlorien.
-A więc tu Cię mam!
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i zeskoczyła zwinnie ze swego rumaka. Podała wodze chłopakowi stajennemu, który oszołomiony jej urodą stał jak słup soli, z otwartymi ustami i miną wioskowego głupka
-Napój ja i oporządź-powiedziała swym melodyjnym głosem-A sowicie Cię wynagrodzę-dodała z tajemniczym uśmieszkiem i poprawiając miecz przy pasie ruszyła pewnym krokiem do drzwi zajazdu
